czwartek, 2 lutego 2012

Rozdział 101 "Przygody radiowe, obrona pracy z dziennikarstwa, plus kilka życiowych mądrości."

10.02.2008 Niedziela

Przygody radiowe, obrona pracy z dziennikarstwa, plus kilka życiowych mądrości.

Jak pracowałem w radiu to miałem swój „Wieczór bootlegowy” , puszczałem tylko bootlegi, i to było legalne, mimo że płyty wydane nielegalnie, kopii nie można było, ale za bootlegi się płaciło Zaiksowi i było OK. A raz jak przyszła policja na kontrolę to tak przeszukiwali, że jeden wziął sobie 10 płyt! Ale ochrona go wróciła, bo płyty radiowe mają poukrywane paski i przy wyjściu bramka zaczęła się drzeć, gość jeszcze ciul nawet nie przeprosił, rzucał się jeszcze że to piraty, a wziął prawie całą dyskografię Queen , to było jeszcze ze złotej serii EMI , każda po 150 złotych, pamiętam jeszcze bo faktury na nie odbierałem, UPS-em przyleciały, ja to jeszcze z Okęcia odbierałem , płyty cudo, na 24 karatowym złocie, i gość nam to chciał zajebać! Szkoda że go w ręce nie dostałem, bo bym mu ładny wpierdol wytrzask spuścił w kiblu, powiedzieliśmy im: „panowie spierdalajcie!”.
Z radia mam jednak same świetne wspomnienia, i parę koncertów w domu na kasetach nagrane na lewo, nikt tego nie ma! A kiedyś robiłem akustyczny koncert Urszuli, jak jeszcze Staszek żył, to Se ich nagrałem gdzieś na taśmę, i mam też na tej taśmie fragmenty moich audycji, jak znajdę , to ci przyniosę!! Tam miałem też nasz utwór hiphopowy, nagraliśmy sobie pracownicy radia swój utwór pt. „Mam plakat Bruca Lee” , z podkładem z „Wejścia Smoka”, na 3 miejsce doszedł na naszej liście, ja tam trochę rapowałem!! Hehe!


Kondzio mówi do red. JH:
- „Coś ty taki zmarnowany, wyglądasz jakbyś całą noc dziki seks uprawiał, a ty pewnie tylko flaszka i lulu. Trudno jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma!” ( red. JH w szoku) .
- ” Ja nieraz po pijaku się kochałem , ale ciupcianie po pijaku to zero przyjemności, nic człowiek nie pamięta, raz poszedłem na imprezę z jedną laską, tańczyłem z drugą a obudziłem się z trzecią! "

„Mam kumpla który zerzygał się z 9 pietra prosto na policyjną nyskę, ale były jaja hehe, my go tylko za pasek trzymaliśmy, a on rzygał. I najlepsze jest to, ze policjanci go nie wzięli na Izbę wytrzeźwień, tylko kazali mu tego Poldka umyć, dali wiadro i szmatę: myj!”

Red. ŁT : „Dziś oglądałem na TVNie że lawina spadła gdzieś w jakimś Ciemniaku, Artur nie wiesz może gdzie to jest??”
- „ Pewnie że tak , to jest taka dolinka, tam schodzą lawiny, to są Tatry Zachodnie, tam gdzie jest Dolina Pięciu Stawów tam masz Czarny Staw i na prosto przed Czarnym stawem jest ta dolinka. ( bzdury do potęgi, przyp. red).
A Ciemniak dlatego bo tam zawsze jest cień, tak się góry układają, że po prostu słońce tam nie wpada, tumany jakieś tam musiały iść, jak tak pisze, ze lawiny są to po co idą.
W górach to wszyscy piją, ja też piłem, przecież ten szósty stopień zagrożenia to napisałem po pijaku. Podobno tez wabiłem miśka z pętem kiełbasy w ręku w Morskim Oku, ale tego to nie pamiętam, bo piliśmy 70% bimber”.
Ja miałem ksywę w górach: Wolf.

Ja pamiętam jak broniłem dyplomówkę na dziennikarstwie, miałem temat o strajku w Stoczni Gdańskiej. Trafiłem na takiego ciula, ze mnie chciał ujebać, kłóciłem się z nim przy obronie pracy gość teraz w IPNie siedzi, Kunert się nazywa, antykomunista niby, broniłem ludzi co tam zginęli, to mnie gość nazwał, ze jestem: „komunistyczny pomiot”.
Dobrze że mnie tam przytrzymali bo bym go tam chyba zabił, gość musiał wyjść z tej mojej obrony, bo by zginął. Teraz w IPNie robi, ale na pewno mnie pamięta, już mnie prodziekan stopował, daj pan spokój, nie ma sensu się rzucać na niego.
Dobra panowie to zmykam, pośpię trochę, potem Se puszczę „Noc żywych trupów” , i tak mi minie dzień. Na razie!

wtorek, 7 grudnia 2010

Rozdział 100 ( przerwa wakacyjna , okazjonalny sex, Łącko )

07.03.2008r
( przerwa wakacyjna , okazjonalny sex, Łącko )

- Kondziu : Młody studiuje dzisiaj ?
- LK : No, No w środę ma egzamin z piąty raz ten sam przedmiot.
- Kondziu: To jest wstyd tyle razy egzamin zdawać ja tak nigdy nie miałem zawsze zdawałem w sesji zerowej dwa tygodnie ryłem potem miałem 4 miesiące wakacji i potem luz tak to było pytałem się kumpli co mają oni że logikę a ja to cześć jadę w góry ale jak oni wcześniej balowali to ja zakuwałem ale potem miałem wolne : maj , czerwiec, lipiec, sierpień , wrzesień czyli całe cztery miechy ( ciekawe te miesiące cztery ?) a ja potem na uczelnię przyjeżdżałem w listopadzie dowiedzieć się czy są skrypty .
- LK: A w październiku co robiłeś ?
- Kondziu: Oblewałem że się rok zaczynał, a zazwyczaj to się pojawiałem w okolicach święta zmarłych, wolałem pozakuwać a potem sobie dorobić np. w radiu, bo panienki kosztują !!!
- LK: Teraz byś sobie Artur w radiu dorobił
- Kondziu: EEE nie tu w okolicy nic nie ma, albo płacą grosze, albo chcą bym darmo popracował, a za darmo to nie robota, bo właściciel radia kasę będzie zbijał a ty za niego za darmo robisz to nie dla mnie. A na uczelnię wcześniej to się nie opłacało jeździć dopiero w listopadzie dzień dobry panie docencie proszę o skrypt i tyle mnie widział co dopiero na egzaminie w terminie zerowym , po co miałem facetowi tlen na wykładzie zabierać i miałem więcej czasu na pracę i na imprezy a ostro imprezowaliśmy ale nie do upadłego wtedy na drugi dzień budzisz się z małym głowa bólem a nie zdychasz dwa dni i jeszcze jakieś kobiety wyrwać ale kobiety to też pieniądze za darmo to ni ma nic ale dostarcza przyjemności ty masz stały abonament i może ci wychodzi taniej a ja widzisz jakaś kolacja jakiś prezent jakieś coś , a na studiach to z Baśką byłem taką jedną magister farmacji ale ona nie skończyła studiów zmarło się jej na czwartym roku chłoniaka miała czyli raka węzłów chłonnych wyjątkowo francowaty szybko wykańcza i boleśnie z węzłami chłonnym to on przenosi się wszędzie potem musiałem zalać robaka. A Perełkę znalazłem łoooo Jezu my się znamy od piętnastego roku życia ona jest z Bielska i z nią to mam taki okazjonalny sex oboje to tak nazywamy i na razie to mi wystarcza .
Teraz w niedzielę byłem na imprezie w Bielsku kumpel przywiózł samochód i go trzeba było oblać żeby się nie rozwalił ale wcześniej go próbowaliśmy po Bielsku i dobrze że policja miała radar wyłączony bo nas łapnęli sprawdzili papiery i dmuchać musiałem a na liczniku miałem złoty siedemdziesiąt bo w nocy wszystkie światła były pulsacyjne no to rura łapnęli mnie zaraz koło Prezydenta na rogu Piłsudskiego i Lenina a zakończyło się tylko na pouczeniu bo trzeźwi byliśmy impreza zakrapiana winem była później.
- LK: A widzisz wczoraj w Łącku byłem litra przywiozłem!!!
- Kondziu: Co przywiozłeś,jabłkówki??
- LK: nie śliwowicę!
- Kondziu: To kurde ja pamiętam jak piliśmy u ciebie na zamknięciu sklepu w nocy wstałem to mi się odbiło i same jabłka czułem nawet rano jeszcze te jabłka w nosie czułem musieli tam zbyt dużo dodać tego ekstraktu z jabłek a była dobra ta jabłkówka słodziutka szybko szło , dobra spadam na targ muszę trochę popracować!!

poniedziałek, 22 listopada 2010

Odcinek specjalny - Wybory 2010

21.11.2010 – Niedziela




Zdjecie przedstawia naszego łojanta podczas tegorocznych wyborów – zdjecie wykonał jeden z fanów Przygód Kondzia – Marek B

20 minut po otrzymaniu mmsa ze zdjęciem:

- Cześć A.! Byłeś głosować??
- Cześć, no chyba Cie coś potłukło, jak już coś to tylko na Shreka, bo on ma najlepszego doradcę – Osła!
- Czyli nie idziesz do wyborów?
- Czyś ty zgłupiał, nie mam na kogo, pierdzielę to! W domu zresztą nikt nie idzie głosować. Szedłem akurat teraz z garażu i wisi jakaś panienka koło 20-tki, i dwóch żuli między sobą gada: „ patrz się, patrz do polityki się pcha, a jeszcze się k.... dobrze dupczyć nie umie”, kurnaaaa ale lałem, od razu mi się humor poprawił.
- miałem kiedyś znajomego, który miał prawdziwy miecz wakizashi, prosto z Japonii, twardo się to czyta – wakizaszi, sztylet jest albo wakizaszi katana Albo wakizashi
- to kto ci to dał?
- taki jeden co to ma. On go dostał w Japonii, bo tam pojechał zdobywać ostatni stopień w Aikido i dostał jak zdobył ostatni dan. Oryginał , dał mi go kiedyś do ręki, to rozciąłem taki gruby kawałek stali! Raz że to trochę waży, dwa-ja mam trochę pary. Obosiecznie walczyłem. W Japonii żeby go dostać, to się musisz dogadać z Jakuzą! Serio! Ale w bractwie ja tylko walczyłem toporem i Morgensternem- tak sobie wybrałem. Średniowieczny fechtunek mieczem oburęcznym mam też zrobione, rok się uczyłem , żeby mnie nie przeważało. Się jeździło pod Grunwald hłeeeee hłeeee się bywało, ale teraz to już nie chce mi się.

czwartek, 18 listopada 2010

LXXXI 10.03.2008 Poniedziałek Paintball/Ratownictwo górskie/Przygody z kobietami/

10.03.2008 Poniedziałek
Paintball/Ratownictwo górskie/Przygody z kobietami/

- Grałeś może w gry RPG??
- Nie, nie ja wolałem paintballa, byłem wiele razy w okolicach Warszawy, na terenach jednostki wojskowej, pamiętam hehe jak się z kumplem przypaliliśmy i zaczęliśmy się wydurniać, i wyszliśmy z kryjówek i zaczęliśmy obertasa tańczyć, tango tańczyliśmy, i dostaliśmy po kulce, i mówią nam: „No to jesteście martwi!” , a kumpel ręką zmazał te plamy i mówi: „to tylko powierzchowne rany”. To był normalny wojskowy poligon z budynkami, raz rywali wykurzyliśmy z budynku granatami łzawiącymi, wylecieli zakrztuszeni ze łzami w oczach, to ich jak kaczki wystrzelaliśmy. To był odwet bo oni dzień wcześniej nas zaatakowali granatami hukowymi , to byłem ogłuszony przez godzinę, to był błysk i huk! I następnym razem znowu broniliśmy budynku i oni wymyślili te łzawiące granaty, wrzucili, czekają 45 minut a tu nic, bomy Se załatwiliśmy maski „pegaz”, wchodzą do budynku to ich wypykaliśmy na parterze. Byliśmy też w mieście normalnie, na Pradze, zrobiliśmy zasadzkę na samochód w środku miasta, ludzie zauważyli że my miastowi i jaja robimy, a straż do bramy uciekła, my byliśmy w kominiarkach, druga grupa jechała pickupem, nie wiedzieli gdzie będzie zasadzka, wjechali między dwie ramy, z jednej wyjechał Żuk, z drugiej wyjechał Żuk, zablokowaliśmy drogę, i wystrzelaliśmy ich co do jednego. W samochodach mieliśmy poodkręcane rejestracje, kominiary, wyglądaliśmy jak miastowi, którzy rozwiązują właśnie rachunki między sobą, na koniec mi z kumplem zostało po jednej kulce, to Se stanęliśmy naprzeciw siebie i „maszeruj Albo giń”, strzeliliśmy do siebie z metra( tutaj Łojant pokazuje jak strzela i dostaje prosto w klatkę piersiową) .
- To musiało strasznie boleć z takiego bliska w klatkę??
- Nie, bo w sumie to w buty celowaliśmy, „maszeruj Albo giń” i jeden drugiego w buta trafił( tutaj Artek pokazuje jak strzela w buta i umiera)
I nagle zaczęły się wiadomości Radia Zet…:
„….mówi Wojciech Mateja, ratownik TOPR-u….”
- Wojciech Mateja? To on jeszcze jest ratownikiem?? Kojarzę go, pewnie, wiesz ile ja z nim wypiłem?? On w moim wieku, on był w tej grupie śmigłowcowej, pamiętam raz imieniny miał jeden kolega z jego grupy, w Zakopcu, stoły zastawione, chłopy piją, a tu komunikat: „dwóch szczawi zaginęło” , no i kurka kto mógł to poszedł, o 4 rano ich dopiero znaleźliśmy, wpakowaliśmy ich do tarpana i parę gości tak im mówi z mordem w oczach: „wiecie skurwysyny, jaką żeście imprezę spierdolili??”, no i zwieźliśmy ich do Morskiego Oka, a grupa czekała na nich na dworcu, bo ci dwaj odłączyli się od grupy i zaginęli , to było pod Mięguszowieckim ich znaleźliśmy, zawieźliśmy do schroniska i mówimy:
- „No, a teraz macie asfaltem 7,5 km na dół, mykiem!!”
- „Ale nas nogi bolą!”
- „Spierdalać ale już”
Raz mnie chrzestna dopadła i pyta: „Artur, kiedy ty się w końcu ożenisz??”
To jej mówię: „Ciociu, nie mogę, bo ja kocham wszystkie kobiety”
A kiedyś byłem u kumpeli w Bielsku na noc, a ciotka mieszkała naprzeciwko niej, tej mojej niuni, to zresztą Perełka była, i akurat wychodzi ciotka do kościoła całą rodziną, a ja się z panienką żegnam, która wyszła spod prysznica, „to wskakuj do domu bo się przeziębisz”, jej mówię, a tu naprzeciwko idzie ciotka- cześć ciocia, laska miała szlafrok to dobrze, buzi jej dałem a tu ciocia, szczęka jej opadła, ale co dorosły jestem, ja nikomu do łóżka nie patrzę, jak ktoś jest dorosły i w pełni władz umysłowych, to niech żyje tak jak chce, byleby innym krzywdy nie robić!!

środa, 10 listopada 2010

Rozdział LXXX 04.03.2008 Wtorek Kondzio wraca do pisania/trochę o radiu/Kondzio kobieciarzem

04.03.2008 Wtorek
Kondzio wraca do pisania/trochę o radiu/Kondzio kobieciarzem



- Zaczynam zbierać kasę na dwupłytowe wydanie koncertów Hendrixa, to kosztuje 600 złotych 2 płyty Cd zremasterowane analogowo, na 24 karatowym złocie, razem z kumplem kupujemy. Więc żeby 600 znaleźć poruszyłem stare znajomości i zaczynam znowu pisać do Wyborczej, mam dostać tematy i będę robił researching, jeszcze nie wiem o czym, ale do końca marca mam się dowiedzieć, tak ze 6 artykułów zrobię, za każdy dostanę koło 100 zł, bo większą kasę dostanie ten, co się podpisze, a ja mu tylko materiały zbieram i opracowuję. Prawdopodobnie to będzie do dodatków historycznych coś.
Tak Bułka to był ciul, dziad i tyle, myślał że będzie w balona wszystkich robił. Ja mu 2 lata pisałem, częściowo za darmo, o wszystkim, myślał że społecznie będę robił dla niego.

- W radiu miałem swój „Wieczór z Bootlegiem” w piątki od 22.00-24.00 specjalnie zaraz po zakończeniu Listy Przebojów Trójki, żeby tamtych słuchaczy jeszcze złapać, było duże zainteresowanie tymi audycjami. To radio już nie istnieje, teraz jest w korporacji Plusa. Łatwiej nam było załatwić licencję dla radia katolickiego, dlatego taki profil mieliśmy. Ale muzykę puszczaliśmy jaką chcieliśmy, nie było wtedy żadnego Ojca Dyrektora.

- Teraz jak wracałem z giełdy to ładnie wichura szalała, jechałem pod wiatr, to momentami miałem poniżej 60 km/h to miałem gaz w podłodze. A potem jechałem 120 km/h , bo mnie dmuchało od tyłu. Rzucało lekko samochodem na boki.
Płyt mam ponad 1000 sztuk i parę tysięcy winyli. Książki tak samo, ale już tylko na strychu. A książek na Cd nie mam za dużo, to mam na kompie głównie, a tak to ze 2, 3 płyty z książkami.

- Dysk kompa mam o pamięci 4 GB, Cellerona, Windows 98.
(W tym momencie znowu przychodzi dziewczyna po kluczyk do kibelka i Kondzio znowu wącha jej zapach):
To na pewno jest Nina Ricci, znam te włoskie zapachy, bo spałem przecież z Włoszką, a ona się tym szprycowała, dobra była, lekko była przy sobie , ale ja kościotrupów nie lubię. Było i się skończyło. To było dawno temu, ale jej zapach kojarzę i mi się z tą dziewczyną kojarzy od razu. Ciężki, włoski zapach, słodki, mydlany, ja się tego nawąchałem trochę i nie dam sobie przetłumaczyć że to nie to.
Ale niezła ta laska, weź ty się z nią umów na jaki bruderszaft, skoro ci ona przez pan mówi. Na pewno się zna na tych rzeczach, jak chcesz się dobrze zabawić to polecam. Tylko żebyś potem w gębę nie dostał
(W tym momencie do sklepu przychodzą 2 dziewczyny celem zakupu akumulatorów, po ich wyjściu lowelas przemówił) :
- „Fajna ta laska teraz była, ciałko niezłe, tylko bym ją lepiej ubrał i nieco pomalował, ale laska naprawdę niezła, ale widać że ma trądzik jeszcze więc trochę różu by się przydało, raz popatrzyłem i widziałem, choć nieco młodo wyglądała, nie moje lata, ale kto wie hehe, miałem kiedyś kumpla co się takimi młodymi zajmował, to na niego „Dupcek” mówiliśmy, 17-18 latkami się zajmował.”
Ten cały „Jozin z Bazin” całkiem niezła muzyka tam jest( Kondzio śpiewa), taki nieco jazz nowoorleański, tuba, róg.
A najlepiej jest jak się laska tylko w perfumy ubierze…

wtorek, 9 listopada 2010

Rozdział LXXIX 03.03.2008 Poniedziałek Koncerty, samochody, kobiety…

03.03.2008 Poniedziałek
Koncerty, samochody, kobiety.......


- Ostatnio byłem na koncercie Comy, w Bielsku. Jakoś w lutym to było.
- A w jakim klubie to było?
- yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy…………………………...( 15 sekund)

(W końcu się zlitowałem i mówię mu: pewnie w Rude Boyu?, przyp.red JH)

- No jasne!!! Przejeżdżałem przez Bielsko patrzę Coma, to idę, nie? Podobnie zresztą grają do Toola! Tylko ten ich wokalista wkurwiający, jak mi kolega mówił co mu robi zdjęcia na koncertach, bo on się zachowuje jak dziewczynka na huśtawce w Sarajewie- wkurwia snajpera!!! Rusza się cały czas w przód i w tył, nie może ustać w miejscu( :D Arturze, to koncert rockowy).

- Kumpel mi też opowiadał jak w zeszłym roku był na KSU, mieli trasę i grali w Bielsku, w Rude Boyu i mieli taką pojebaną menedżerkę która na początku koncertu wychodzi do publiki i mówi: - „…żadnych zdjęć, żadnych filmów, bo będziemy wyrzucali za drzwi!”

I chciała coś jeszcze mówić, ale był potężny wybuch śmiechu i musiała zejść!
( przypadek trafił, iż byłem na tym koncercie od początku do samego końca , i opisana sytuacja nie miała oczywiście miejsca , przyp. JH)

Ja zresztą byłem kilka razy na KSU, raz przez ich koncert w Bielsku zawaliłem kolokwium, świetny zespół, bardzo dobre koncerty.
JH: - Ja tam byłem w Rude Boyu kiedyś na Farben Lehre i…

Kondzio: - E chłopie na Farben Lehre to ja byłem wiele razy, raz nawet na Przystanku Woodstock na Woodstockach zresztą byłem kilku, KSU tam widziałem, na Woodstocku byłem w 2004 2005 i 2006 roku, na tych początkowych też bywałem, w Żarach, jeździliśmy nyską, spaliśmy w niej, wiesz jakie to wygodne auto? Na karawanik przerobiona, maks jechaliśmy nią 70 km/h , szybciej się nie dało.

- Teraz mnie nie było, nie wychodziłem z domu, bo mnie stawy chwyciły, to mi kilka lat z życia weźmie, leżałem spuchnięty, gorączka, ja się taki urodziłem, mam to genetyczne chyba, rodzice ojca też to mieli. Tak mnie raz za czas chwyta.

JH:- To jak po górach chodziłeś i tak cię nagle chwyciło, to co??

- Kurka bywało tak, to nic, zęby zagryzałem i nie poddawałem się i szedłem dalej. Lekarz mi powiedział że to mi skraca życie. Tak mnie trzyma dzień, dwa i schodzi, ale wtedy jestem półprzytomny. Wczoraj dopiero wstałem i pojechałem po towar. A w sobotę jeszcze byłem w Bielsku na imprezie, kumpel Se kupił Alfę Romeo, z 6 cylindrowym silnikiem, boxer, z Holandii, niedroga, no i testowaliśmy ją teraz w sobotę o 3 rano w Bielsku, na ulicy Piłsudskiego, dobrze że gliny suszarki nie wystawiły, bo jechałem nią 1,50 , kurka wodna , zdążyli nas tylko zatrzymać, ale nie mieli odczytu, i rozmowa:
- (Policjant) Panowie, ostatnio taki się w Warszawie rozwalił, nie?
- (Kondzio)Tak, ale on miał Ferrari i miał 200 na liczniku.
- (P)Cieszcie się że nie mam odczytu, i co ja teraz mam z wami zrobić?
- (K)Niech nas pan pouczy!
- (P)Dobra kurwa pouczam was!
A w samochodzie śmiech w środku, bo nas 4 jechało, to było tam koło Hotelu Prezydent, 3 w nocy, pusto. A potem wsiadłem w malucha, i pojechałem 75 km/h na giełdę…

- Na naszej drodze jechałem kiedyś 230 km/h na drodze między Kołem a Poznaniem, tam jest osobny pas startowy dla myśliwców na wypadek wojny, jechałem Porsche Carrera 911 ze stałym spojlerem, bo to był zakład, bo wcześniej gadałem z gościem co zrobił wypadek bo za szybko jechał i on mówił po tym wypadku, że w ogóle nie czuł prędkości. To ja mu mówię że pierdoli, jak jadę wozem, to zawsze czuję prędkość. No i się założyliśmy, zakleił mi prędkościomierz i obrotomierz taśmą, i mówi jedź! No i w pewnym momencie już na prostej się rozpędziłem i on się mnie pyta:
-„Ile teraz jedziesz?” , ja mu na to:
-„Koło 170 km/h”, on odkleja taśmę, i patrzymy, a tu 230km/h
Ja byłem zszokowany ,że nie wyczułem prędkości, inaczej czuje pasażer a inaczej kierowca.
Śmialiśmy się z kumplami że jakbyśmy takim porsche pod dyskotekę podjechali, to by nam laski samochód obkleiły, ale laski w tym aucie to niewygodnie miały , trzeba by było jakiś motel zaliczyć, wybrać sobie najładniejszą Albo i dwie, jak ci się jedna znudzi w trakcie.

- Ja mam oryginalne pierwsze wydania płyt Coltrane’a , w które włożyłem majątek, 100 złotych za sztukę płaciłem w Hey Joe, można powiedzieć że ich sponsoruję, wszystkie single amerykańskie Beatlesów mam, wszystkie 1 wydania, ale to z wystawki za 5 złotych, a każda warta przynajmniej 100 złotych. I słucham tego na specjalnym mono lampowym adapterze, niemieckim, od święta, żeby ich nie zarysować. I jeszcze mam radio oryginalny niemiecki Telefunken z 1950 roku, na oryginalnych lampach, 50 lat trzymają, i normalnie na nim sobie radia słucham, wszystkie fale tam mam. Kupiony z wystawki za 30 złotych nowy, nieużywany, jeszcze była w środku koperta z podpisem i pieczątką tego, co to składał. Znam tych ludzi co sprzedają na targu, bo ja tam handluję od 1999 roku.

- „Coś ty robił, żeś taki zmęczony” – pyta Kondziu red. JH.
- „A nie spałem dobrze.”
- Perełka zawsze mówi że śpi się z kimś, a samemu się wypoczywa, więc już wszystko wiem hehe
Ona teraz na święta tu przyjedzie, ona ma polskie obywatelstwo, jakby się tam ożeniła, to miałaby automatycznie podwójne. Anglicy mają lepsze jeszcze prawo, Np. gdyby polka przyjechała w ciąży i urodzi w Wielkiej Brytanii dziecko to ono automatycznie zostaje anglikiem

W jednym z hrabstw jak mąż bije żoną w nocy , to aresztują go nie za znęcanie się , tylko za zakłócanie ciszy nocnej.
Znowu w Ontario jest zakaz kopulacji łosi na ulicy.
A w Tennessee jak nie masz uprawnień łowieckich to nie możesz mieć ani kupić łapki na myszy, bo to już łowiectwo i polowanie na zwierzynę jest, musisz mieć papier łowiecki, musisz być myśliwym, i grozi za to do półtora roku więzienia.
Albo na terenie Teksasu nie wolno nosić broni… ukrytej hehe, czyli pod kurtką nie możesz nosić, ale na wierzchu jak najbardziej, tam jest najmniejsza ilość napadów na bank, bo ludzie stojący w kolejce dysponują większą mocą ognia niż napastnicy, każdy nosi peacemakera przy pasie.
(W tym momencie wchodzi do sklepu dziewczyna ze stoiska obok w celu pożyczenia kluczyka do ubikacji. Jej przyjście zostaje skwitowane przez naszego podrywacza słowami):
- „fajne ci tu niunie chodzą, (zaczyna wąchać zapach perfum), to będzie Nina Ricci, tylko nie wiem jaki numer, często perfumy kupowałem stąd się znam”.
( Po wyjściu łojanta ze sklepu zapytałem dziewczyny jakich perfum używa, powiedziała że jakaś podróbka z targu, i na pewno nie jest to Nina Ricci ,przyp. JH).

…………
Spotkany godzinę później na targu przez red. ŁK:
- Cześć, co robisz?
- A strajkuję.
- Jaki strajk, okupacyjny, ostrzegawczy?
- Nie, włoski, robię powoli!
- Czemu mnie wczoraj nie odwiedziłeś, nie miałem z kim pogadać..
- Kurde chłopie , ja wczoraj wracałem z giełdy i tak wiała wichura, ze najpierw mnie z maluszkiem zwiało z prawego pasa na lewy i o mało co nie doszło do wypadku, bo zajechałem drogę innemu samochodowi, i musiałem ostro hamować, a potem mi przednie koła podniosło.

poniedziałek, 8 listopada 2010

Rozdział LXXVIII 24.02.2008 Niedziela Wywiad z Hetfieldem , wahadło na Mięguszowieckim, wypadki samochodowe…

24.02.2008 Niedziela
Wywiad z Hetfieldem , wahadło na Mięguszowieckim, wypadki samochodowe…


Pamiętam mój wywiad z Hetfieldem jak mi się przyznawał że jest alkoholikiem i idzie na leczenie, to było w 1996 roku , podczas wydawania płyty „Load”, telefonicznie , wtedy ich Universal wydawał i wywiad zadedykowałem polskiemu przedstawicielstwu tej firmy, bo chciałem się umówić przez wytwórnie, to mi mówią:
- „E, Metallica, my ich mało sprzedajemy, bla, bla”, -jakąś gwiazdkę mi chcieli wcisnąć do wywiadu, ale ja im twardo mówię:
- „Ja chcę Hetfielda, a nie jakieś pipsie”
- „To się nie da” – mi mówią-
- „To walił was, kurka!”
Dorwałem numer do ich managementu do USA, no i bez problemu ich manager mnie umówił na telefon, tyle mnie to kosztowało co telefon do Stanów i przegadałem godzinę. Wtedy mu zadałem pytanie, że ja wiele ich koncertów widziałem, i na starych wychodziliście zawsze lekko zawiani, a potem już trzeźwi- to mi Hetfield odpowiedział że raz wyszli trzeźwi na scenę i się im spodobało! Pytał mnie o wrażenia z „Loada”, to mu mówię:
- „ Ale jak powiem prawdę to się rozłączysz”
- „Nie , wal”
- „No dziwię się że jak puszczam zespół który gra już 20 lat to słyszę Alice In Chains, a nie Metallikę”
To się zaczął bardzo śmiać z tego zdania, ale byłem wobec niego szczery. Pytałem go generalnie o muzykę, o nowa płytę, wywiad potem poszedł w radiu wraz z utworami z nowej płyty. Miałem go na wyłączność.

Tam, gdzie zginął teraz ten gościu, na Mięguszowieckim, to ja byłem, zrobiłem tam wahadło nawet! To jest szczyt koło…eee no tam jest w rzędzie: Zamarła, Koziegłowy no i Mięguszowiecki, bardzo trudna góra, on szedł na pewno południowo-zachodnią ścianą , ja tam zresztą spadłem , wahadło zrobiłem, leciałem 70 metrów, z prawej strony miałem trzy żebra złamane, z lewej dwa, bo się uprząż zacisnęła, dobrze że dolne żebra a nie górne bo bym miał płuca przebite, i mam teraz krzywo zrośnięte żebra, proponowali mi to łamać, wycinać, czasem gdy śpię na boku, to mnie bolą. W skali od 1-10 Mięguszowiecki to jest 8-9, ja uważam że to jest najtrudniejszy szczyt w Tatrach. 2,5 godziny mnie z tej ściany ściągali, a potem już na własnych nogach zeszedłem, z żebrami połamanymi, ciężko się szło, trochę bolało, ja do końca myślałem że jestem tylko lekko potłuczony, ale jak mnie do wozu wsadzili i pojechaliśmy do lekarza, po prześwietlenie patrzymy: 3 z tej strony, 2 z drugiej, wiesz kłuło mnie jak cholera, ale nie czułem nic więcej wiesz adrenalina i emocje. Później wyszedłem jednak na nią, udało się. Ja zawsze rejony koło Morskiego Oka miałem wybadane, a Mięguszowiecki to jest wyżej, to są Wysokie Tatry. Ludzie mówili zawsze że Kazalnica jest trudna, ale ja pamiętam że zrobiliśmy ją w dwie godziny, wspinaczka głównie, udało się nam z pogodą i z kondycją, a w zimie tam skręciłem kostkę bo poszedłem bez raków, i potem schodziłem skoczkiem, na jednej nodze. Więcej sam w góry nie poszedłem. Ja dużo ludzi w górach uratowałem, takich co w klapkach w góry chodzą, w spodenkach na Kasprowy szli , biznesmeni bankowcy z Poznania, to się dziwili , że w sierpniu w górach jest śnieg, i mówi mi taki gościu, że się zna na górach ,bo ogląda Discovery Channel!! To mu mówię : „Gościu wypierdalaj!!”
Ale wypadki zdarzają się wszędzie, na przykład na rajdach sam miałem dwa wypadki : raz wyjechaliśmy na drzewo samochodem, bo za ostro wziął kumpel zakręt, jego wina, ja byłem pilotem i mu mówię: „5+b , bez cięcia”, a on go ściął i rąbnęliśmy w drzewo, on wyszedł o własnych siłach, a mnie zakleszczyło, to musieli mnie wyciągać, a samochód się już palił, to był sportowy Fiat 132, z silnikiem z Mirafiori, specjalny na rajd, ale z ubezpieczenia nam oddali więcej niż samochód warty był, a potem mieliśmy dobrego, niezgnitego poloneza , z silnikiem V8 z Taurusa, umieszczonym z tyłu, tam gdzie siedzenia były, koło niego 3 chłodnice, w tym jedna z Jelcza, taka dupna, a z przodu miał ołowiane płyty donitowane, żeby go dociążyć. A drugi wypadek to tym, maluchem na trasie, dachowałem na opony na rajdzie, w Słomczynie to było.
Pamiętam wtedy mi szef w radiu mówił: „popatrz , ty wydajesz na samochody, a ja na panienki kasę” . Co miesiąc miał inną laskę, a ja miałem inny samochód hehe. Pamiętam jak zrobił imprezę integracyjną, hoho, to było radiowe spotkanie, i wtedy kopiarka poleciała z 10 piętra, biurowiec koło Grand Hotelu. (patrz cz. IV 31.01.08) .
Wszyscy upaleni, spici, to była impreza, ktoś w pokoju panienkę obraca, ktoś na klatce wali panienkę od tyłu, ale ja wtedy miałem kobietę i byłem wierny.
- „To czemu już z nią nie jesteś??”
- „ Zmarła”
- „???????????????????????????????????Nic nie mówiłeś nigdy”
- „Bo nie pytałeś. Chłonniaka miała-rak węzłów chłonnych. Z powietrza się to wzięło, genetyczne obciążenie, rodzice też chorowali na nowotwór. Po śmierci ważyła 20 kg. Zacząłem pić po jej śmierci, i dopiero wytrzeźwiałem jak się sesja zaczęła. To była koleżanka z farmacji, ale no Ce La Vie”.

A co do wojska i służby to się cieszę że nareszcie robią zawodowe, ja miałem kategorię B, i pamiętam jak przychodzę na rozmowę z chorążym:
- „Nie chcemy iść do wojska?”
- „Nie wiem jak pan, bo ja to nie!”
- „Studiujemy?”
- „Nie, ja studiuję, pan nie!!”
To się czerwony zrobił, ale wbił mi rezerwę, i jak wychodziłem zaśpiewałem na cały głos „Rezerwę” pod budynkiem.
Ja wolałem jechać do Legionowa pod Warszawą, na prywatną strzelnicę, tam strzelałem z Kałacha, strzelałem też ze snajperki Dragunow, do 800 metrów trafia celnie, dupne pociski z rdzeniem uranowym, z 500 metrów przebija płytę metalową, to jest dobre na zamach na prezydenta, z Hoeckner Koma, ale z Kałacha najlepiej, trzymaj się cześć, idę na obiad!!”